marketing

Zbuduj awatar swojej klientki, zanim wydasz kolejną złotówkę na reklamę

Połowa budżetu reklamowego w salonach beauty jest marnowana i nie jest to metafora — to zwykle bardzo konkretne pieniądze wydane na dotarcie do osób, które nigdy nie miały zamiaru się umówić. Nie dlatego, że reklama była brzydka, ale dlatego, że była kierowana do „kobiet 18–65 z okolicy". Zanim ustawisz kolejną kampanię, warto poświęcić godzinę na coś, co nie kosztuje nic, a zmienia wszystko. Chodzi o stworzenie awatara — cyfrowego portretu jednej konkretnej klientki, dla której naprawdę pracujesz.

Dlaczego jedna konkretna osoba działa lepiej niż tysiąc abstrakcyjnych

Kiedy piszesz do wszystkich, piszesz w rzeczywistości do nikogo, bo komunikat kierowany do szerokiej grupy musi być na tyle ogólny, żeby nikogo nie wykluczyć — i przez to nie porusza nikogo. Awatar odwraca tę logikę. Wyobrażasz sobie jedną osobę, znasz jej imię, wiesz, o której wstaje i co ją irytuje, i piszesz tak, jakbyś pisała wiadomość do niej. Efekt jest paradoksalny: im węziej celujesz, tym więcej osób czuje, że mowa jest o nich. Awatar porządkuje też decyzje, które wcześniej podejmowałaś intuicyjnie — od godzin otwarcia, przez ceny, aż po to, czy warto inwestować w rolki na Instagramie. Zamiast pytać „czy to dobry pomysł", pytasz „czy to dobry pomysł dla niej". To pytanie zwykle ma jedną, dość oczywistą odpowiedź.

Z czego składa się portret, który do czegoś służy

Zacznij od twardych danych, bo to one przekładają się bezpośrednio na ustawienia kampanii. Ile ona ma lat, czym się zajmuje zawodowo i ile mniej więcej zarabia rocznie, bo to determinuje, czy Twoja cena będzie dla niej wydatkiem, czy drobiazgiem. W której dzielnicy mieszka i skąd dojeżdża — a dokładniej, ile minut jest gotowa poświęcić na dojazd do Ciebie, bo to definiuje realny promień Twojego salonu. Czy ma dzieci, bo matka dwulatka i singielka po trzydziestce mają zupełnie inne okna czasowe i zupełnie inne powody, żeby przyjść. Dodaj hobby i zainteresowania, bo tam kryją się miejsca, w których można ją spotkać taniej niż w przepłaconych kanałach. Warto też zapisać, czego się boi w kontekście Twoich usług i co już kiedyś jej nie wyszło u konkurencji. Portret bez tych dwóch ostatnich elementów jest ładny, ale bezużyteczny.

Skąd wziąć dane, jeśli nie masz działu analitycznego

Najlepsze źródło masz już w rejestrze wizyt: przejrzyj dwadzieścia klientek, które zostawiają u Ciebie najwięcej pieniędzy i sprawiają najmniej problemów, i poszukaj wspólnego mianownika. To one są wzorcem, nie te, które przychodzą raz na promocję. Drugim źródłem jest rozmowa przy fotelu, którą i tak prowadzisz codziennie — wystarczy zacząć notować powtarzające się zdania, bo słowa Twoich klientek są gotowym materiałem na teksty reklam. Trzecim są narzędzia analityczne dostępne w panelach reklamowych, takie jak Facebook Audience Insights, które pokazują, czym jeszcze interesują się osoby o określonym profilu, jakie mają wykształcenie i jak wygląda ich zachowanie zakupowe. Zestawienie tych trzech źródeł daje obraz zaskakująco dokładny. Zwykle też lekko bolesny, bo okazuje się, że reklamowałaś się do kogoś zupełnie innego niż osoba, która faktycznie płaci.

Precyzja zamiast maksymalnego zasięgu

W reklamie online zasięg jest metryką próżności — świetnie wygląda w podsumowaniu, a rzadko przekłada się na obłożony grafik. Dziesięć tysięcy wyświetleń wśród przypadkowych osób jest warte mniej niż trzysta wyświetleń wśród kobiet, które dokładnie odpowiadają Twojemu awatarowi i mieszkają piętnaście minut od salonu. Precyzja ma jeszcze jeden efekt uboczny, o którym rzadko się mówi: eliminuje „oglądaczy", czyli osoby, które piszą, pytają o ceny, zajmują czas i nigdy się nie umawiają. Dobrze skonstruowany awatar działa więc jak filtr w obie strony — przyciąga właściwe osoby i zniechęca niewłaściwe, zanim zdążą pochłonąć Twoją energię. Kiedy już go opiszesz, wróć do niego przed każdą decyzją marketingową. To dokument roboczy, nie ozdoba w segregatorze.