marketing
Jeśli otworzyłaś pierwszy w okolicy gabinet depilacji laserowej albo pierwszy salon oferujący konkretną metodę, masz w ręku przewagę, której nie da się kupić za żadne pieniądze. Statystycznie pierwsza marka w danej kategorii zdobywa około dwa razy większy udział w rynku niż marka numer dwa, i ta proporcja bywa zaskakująco trwała. Problem polega na tym, że przewaga pierwszeństwa jest jednocześnie najłatwiejsza do zmarnowania. Wystarczy zacząć zachowywać się jak wszyscy inni.
Pierwszeństwo w umyśle, nie w rejestrze
Warto od razu doprecyzować, o jakie pierwszeństwo chodzi, bo to nie jest data wpisu do ewidencji działalności. Liczy się to, czy jako pierwsza pojawiłaś się w świadomości klientek z daną usługą — a to zależy od tego, jak głośno i jak konsekwentnie o niej mówiłaś. Można otworzyć się pierwszą i mimo to oddać pozycję lidera salonowi, który wszedł pół roku później, ale komunikował głośniej i prościej. Można też wejść drugą i przejąć pierwszeństwo mentalne, jeśli poprzedniczka milczała. Umysł nie zna historii rynku. Umysł pamięta tylko to, co do niego dotarło i w jakiej kolejności. Dlatego pierwszeństwo jest zasobem, o który trzeba dbać, a nie faktem, który raz się wydarzył.
Przewaga, która pracuje sama, dopóki jej nie przerwiesz
Kiedy jesteś pierwsza, dzieje się coś bardzo wygodnego: Twoja nazwa staje się domyślną odpowiedzią na pytanie o daną usługę. Nowe klientki nie porównują Cię z innymi, tylko przychodzą, bo o Tobie usłyszały jako pierwszej. Konkurencja, która wchodzi później, musi wydać znacznie więcej, żeby w ogóle zostać zauważona, i najczęściej i tak funkcjonuje jako Twoja alternatywa. Ten efekt kumuluje się z każdym rokiem, o ile nie zaczniesz go rozmontowywać własnymi rękami. Rozmontowuje się go najczęściej przez rozproszenie oferty, zmianę nazwy, zmianę głównego przekazu albo przez uznanie, że „to już wiadomo" i przestanie się o tym mówić. Wiadomo tylko tym, które już u Ciebie były. Rynek co roku wymienia część odbiorczyń.
Czego lider mówić nie powinien
Istnieje pokusa, żeby przewagę komunikować wprost: jesteśmy numerem jeden, jesteśmy liderem, jesteśmy najlepsze w mieście. To jeden z najmniej skutecznych komunikatów, jakie można wybrać. Klientka odbiera go nie jako informację, tylko jako sygnał niepewności — prawdziwy lider nie musi tego ogłaszać, bo pozycję potwierdza otoczenie, nie deklaracja. Znacznie mocniej działa komunikacja, która zakłada pozycję lidera jako oczywistość i po prostu z niej korzysta. Mówienie „to my wprowadziłyśmy tę metodę w mieście w 2019 roku" jest faktem i buduje pozycję. Mówienie „jesteśmy najlepsze" jest opinią i buduje wątpliwość. Różnica jest niepozorna, a skutki mierzalne.
Bądź oryginałem, nie najlepszą wersją
Najsilniejsza pozycja lidera opiera się na byciu standardem, do którego wszyscy inni się porównują. Kiedy komunikujesz siebie jako oryginał, automatycznie ustawiasz konkurencję w roli naśladowczyń — nie musisz o nich powiedzieć ani jednego złego słowa. Ten mechanizm działa tak długo, jak długo pamiętasz, co Cię tam wyniosło. Największym zagrożeniem dla lidera nie jest konkurencja, tylko zapomnienie o własnym fundamencie: salon, który zbudował pozycję na jednej metodzie, po kilku latach zaczyna mówić o dwudziestu innych i sam rozmywa to, co go wyróżniało. Trzymanie się raz obranej drogi bywa nudne. Bywa też jedyną rzeczą, która dzieli lidera od powrotu do stawki.

